czwartek, 22 sierpnia 2013

Urodzinowo!

"Dziś są moje urodziny....", jak w słynnej piosence. Tak, tak, dzisiaj moje urodziny i z tej okazji dostałam dzis bardzo niespodziewany i ciekawy prezent od mamy, a mianowicie:
sześć pysznych czekolad. Pięć z okazji każdej przeżytej pięciolatki i jedna na pomyślnie rozpoczynające się pięć lat :)
No tak, po takiej wyżerce trzeba będzie więcej się poruszać, bo kiepsko wróżą te słodkości na ciało. Nadzieja w umyśle, że wytworzy się więcej endorfin, ponieważ jakoś niestety z powodu urodzin, jak zawsze "z okazji" takiej okazji, mam kiepski humor i sama nie wiem dlaczego. Jakoś tak podświadomie. Może ktoś zna przyczyny takiego złego stanu ducha, że w dniu urodzin wszystko wydaje się brzydkie, człowiek źle się ze sobą czuje, a oczy ciągle zwilżone są od łez??
Może jutro będzie lepiej...

środa, 21 sierpnia 2013

Bratki

Witam wszystkich!
Tak jak wspominałam w ostatnim poście, uczęszczam na warsztaty lepienia z gliny, na które namówiła mnie mama (długo nie musiała :)) i dopiero się uczę technik. Ale w sumie szybko poszło mi opanowanie tego "tematu" i idzie mi coraz sprawniej, lepiej i sprawi ami to ogromną przyjemność, a jednocześnie tak się odcinam od wszystkiego, że nie myślę o niczym innym, zmartwienia i troski wtedy nie istnieją. 
Ostatnio pokazałam w kiepskiej jakości zdjęcie kotka-płaskorzeźby. W ciągu ostatnich kilku dni stworzyłam już kilka prac, zarówno płaskich, jak i przestrzennych figurek. Ale na efekt końcowy trzeba poczekać, ponieważ glina lubi sobie poleżeć, podosychać. Następnie trzeba ją wypalić, wyszkliwić, znów wypalić. Tak więc widzicie, że proces jest dość długi, ale już nie mogę doczekać się efektu końcowego. Miejmy nadzieję, że po drodze, w czasie wypalania w piecu nic się nie stanie i żadna z moich prac nie ucierpi z powodu połamania czy odpadania poszczególnych elementów. 
Obiecuję, że gotowe prace wrzucę na bloga!

Dzisiaj przyszła kolej na bratki, takie, które wyhaftowałam już xxx lat temu. Na prawdę, nie pamiętam kiedy to było ;P

Pod obrazkiem zawiesiłam urocze serduszka pachnące (kupne, ale przymierzam się do szycia podobnych)
Jutro od samego rana czeka mnie kolejna porcja lepienia z gliny, tak więc w przypływie radości z tego powodu pozdrawiam serdecznie. Trzymajcie się cieplutko mimo tej sennej i pochmurnej pogody! :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Gliniany kocur

Hey wszystkim! Dzisiaj rozpoczęłam długo wyczekiwane warsztaty lepienia z gliny. A oto efekty pierwszego dnia pracy. Kiepskie zdjęcie, ale zawsze jakieś jest. Mieliśmy naszkicować projekt płaskorzeźby. Oczywiście, jak to bywa podczas zaskoczenia, nie wiadomo co naszkicować. Każdy uczestnik oczekiwał gotowych wskazówek, dyspozycji, co do wykonania swojego pierwszego glinianego "dzieła". Ale po chwili namysłu stworzyłam takiego oto kota. Wiadomo, straszna ze mnie kociara.

Pozdrawiam i do następnego posta! :)

sobota, 17 sierpnia 2013

Ach... te kobiety

I znowu długo mnie nie było. Ale musicie zrozumieć, że jest lato i w letnią pogodę zupełnie nie ciągnie do siedzenia przed komputerem. Nadrabiam dziś zaległości i pokażę swoje kobiety, które wyszyłam ponad rok temu. Oprawione z brązowe złocone ramy stanowią dekorację ściany w mojej sypialni.
Obrazy wykonane trzema kolorami na kanwie w kolorze beżu.




Niestety podczas robienia zdjęć z każdej strony, pod wpływem padania promieni słonecznych, odbijało się wszystko dookoła.

A tak poza tematem, jak zwykle u mnie jakieś kuchmacenie :) Zrobiłam ostatnio na obiad makaron szpinakowy z podsmażaną cukinią, tuńczykiem w sosie własnym, oliwkami i pomidorami suszonymi w oleju, z dużą ilością zielonej natki pietruszki. Na prawdę smaczne i sycące danie.
Pozdrawiam i do zobaczenia (napisania) wkrótce! Nikt nie wie kiedy to nastąpi :))

wtorek, 13 sierpnia 2013

Szczawnica

Hey wszystkim! Tak, wiem, wiem, długo musiałyście/musieliście czekać na mój post. Chociaż wróciłam dobry tydzień temu (poniedziałek) to było wiele powodów, że nie mogłam usiąść do komputera i napisać choć parę słów. Wybaczcie, ale po pierwsze jak to po powrocie, wiadomo, cała masa prania, prasowania i ogarniania się. Po drugie, z racji że mama ma urlop a pogoda dopisała, a więc mały remont w domu, więc wszędzie bałagan. A poza tym dużo czasu spędzałyśmy w ogrodzie przesadzając rośliny, dosadzając nowe. W naszym klombie zagościło kilka nowych krzewinek mojej ukochanej lawendy :) Po czwarte pogoda nie sprzyjała siedzeniu przy komputerze, bo albo był upał niemiłosierny i człowiek chodził rozlazły, albo szkoda było tracić cudownych promieni słoneczka na siedzenie w domu przed ekranem komputera. Po piąte i chyba najważniejsze, zajęta byłam nauką szycia na maszynie. Na razie to tylko proste woreczki na moje zioła z ogrodu, ale zawsze kiedyś trzeba postawić pierwsze kroki. Może w najbliższym czasie pokażę Wam moje skromniutkie efekty.Ostatnim powodem małej aktywności było zacięcie hafciarskie: dużo wyszywałam, ale na efekty musicie trochę poczekać, muszę swoje prace wyprasować i oprawić.
Teraz zasypię Was dużą ilością zdjęć z pobytu w Szczawnicy i Pieninach. Jednym słowem wakacje w górach były: G E N I A L N E!! Przez pięć dni ani razu nie wyprowadziliśmy samochodu z kwatery, którą mieliśmy na samym końcu miasta. A więc, jak to się potocznie mówi, wszędzie przemieszczaliśmy się z buta. Ale ja uwielbiam piesze wędrówki po górach, bo uważam, że to na tym polega aktywny wypoczynek w górach, a nie zwiedzanie wszystkich sklepów, restauracji itp. po kolei, jak to zaobserwowałam. Tym bardziej, że polskie góry są cudowne i przepiękne!














 Obiecałam swojej koleżance, że pokaże jej prace z gliny wykonane przez moją mamę. Kasiu, oto dla Ciebie ryba, dwa czarno - białe naczynia wykonane metodą wypalania tzw. raku oraz turkusowy talerz. Turkusową misę pokazywałam już wcześniej.



Pokażę Wam jeszcze moją niedzielną improwizację: faszerowany ryżem i warzywami bakłażan, pieczony w piekarniku. Mówię wam, pychota :)

środa, 31 lipca 2013

Faszere pomodore i WAKACJE!!

Hmmm... dziś w szale pakowania znalazłam chwilę na zrobienie obiadku (przepis za chwilę) i na napisanie do Was. Ponieważ jutro wyjeżdżamy na wakacje :) do Szczawnicy. GÓRY!! to jest to co lubię najbardziej. Nie preferuję leżenia na plaży (no chyba że w ukochanej Chorwacji, ale i tam nie leżę plackiem, gdyż dużo pływam, spaceruję, zwiedzam i szukam morskich skarbów :), a i leżenie na tych kamienistych plażach to przyjemność. Wiadomo: klimat, pogoda, słońce, wiatr we włosach. 
Nareszcie aktywne wakacje przede mną. Trochę oderwę się od pichcenia i wyszywania xxx, rozprostuję plecy. W planach mamy zwiedzanie okolicy, spływ Dunajcem, ewentualnie jak się uda to wypożyczenie rowerów i wycieczkę rowerową, może także wycieczkę do Wąwozu Homole i wejście na okoliczne szczyty. No ale nie ma co się spinać, bo nie wiadomo jak będzie z pogodą, siłami i w ogóle zobaczymy co czas i przyroda pokaże.

Na dzisiejszym obiadku gościłam tylko z mamą, a że lubimy warzywka i eksperymenty, więc zrobiłam dziś pomidory faszerowane po prowansalsku, zapiekane w piekarniku. Do tego postawiłam na ryż, ale i kasza byłaby super.

Przepis na POMIDORY FASZEROWANE PO PROWANSALSKU:
  • 4 okrągłe pomidory, jednakowej wielkości
  • 4 ząbki czosnku
  • ok. 100 g bułki tartej
  • po dużej gałązce ziół: tymianku, cząbru, rozmarynu,
  • kilka liści bazylii (ja miałam bardzo duże i mięsiste liście bazylii ogrodowej), im więcej, tym lepiej, bo to zioło świetnie pasuje do pomidorów
  • sól, pieprz
  • oliwa z oliwek
Sposób wykonania:
Pomidory myjemy, odkrawamy czapeczki i łyżką do lodów wydrążamy środki. Wnętrze pomidorów wkładamy do miski. Siekamy zioła. Czosnek obieramy, smażymy krótko na patelni na dobrze rozgrzanej oliwie, aby się nie spalił. Przekładamy do miski i dosypujemy bułkę tartą. Wszystkie składniki dobrze mieszamy, doprawiamy przyprawami, dolewamy trochę oliwy i napełniamy farszem pomidory. Przykrywamy je czapeczkami i układamy na naczyniu żaroodpornym. Wstawiamy do nagrzanego do 190 st C piekarnika i pieczemy około 15 - 20 minut. Pycha!
Może to być część obiadu, doskonałe jako przystawka a i niezłe na kolację :)

A tak ze wspomnień ostatnich gorących dni - sesja foto mojej Julki.





 Popołudniowe drapanko nogami, ponieważ miałam zajęte ręce robótką xxx. Taką formę relaksu Julka lubi najbardziej.


 Na tym zdjęciu poniżej, śmiałam się, że Julka wygląda jak krowa leżąca na łące pod krzakiem :)

 No a tutaj Julka wgramoliła się pod koc, na którym odpoczywałam na dworze, a że się uspałam, to Julka narobiła mi stracha, ponieważ wystraszyłam się jak zaczęła się lążyć i się zerwałam na równe nogi. Taka to z niej zajrzydziura :)
Życzą Wam i sobie pięknej pogody, takie w sam raz, i dużo odpoczynku!

wtorek, 30 lipca 2013

Czekoladowy chlebek

Ostatnio pogoda płata nam figle i jest w kratkę. Poprzednie dwa dni były nie do zniesienia, takie to były upały i duchoty. Dziś z kolei bardzo pochmurno, chłodno i spać się strasznie chce. Ale mam sposób na małą chandrę i na poprawę nastroju. Nic tak nie działa jak kakao i zawarty w nim magnez. A na dodatek trochę słodkiego też nie zaszkodzi. Upiekłam dziś chlebek czekoladowy. Do jego przygotowania wykorzystałam pełne ziarno pszenicy, które zmieliłam, a więc wypiek jest w 100% pełnoziarnisty, wilgotny i bardzo sycący. Świetnie smakuje z ulubionym dżemem czy nawet naturalnym serkiem. Ja posmarowałam chlebek moim dżemem dyniowo - pomarańczowym z rozgrzewającym imbirem. Smakował wyśmienicie. Przepis znalazłam w swojej dziecięcej książce kucharskiej :)) Podaję przepis:
Potrzebne będą:
  • 675 g białej grubo mielonej lub razowej mąki (u mnie tyleż samo mielonego całego ziarna pszenicy)
  • 450 g ciepłej wody
  • 55 g cukru  (np. trzcinowego) lub stevii
  • 55 g kakao
  • 1 łyżeczkę deserową oleju słonecznikowego
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 torebkę suszonych drożdży lub 40 g drożdży w kostce
Wykonanie:
Wymieszać w misce mąkę, sól i drożdże, a także cukier  i kakao. Dodać olej i wodę i wszystko dokładnie wymieszać drewnianą łyżką, aż masa będzie gładka i miękka. Uformować dużą kulę lub podzielić ciasto na dwie mniejsze porcje: wówczas powstaną dwa małe bochenki. Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia wyłożyć kulę, uformować na kształt okrągłego bochenka. Naciąć nożem ciasto, tworząc kratkę, nakryć ściereczką aby podrosło. nagrzać piekarnik do 220 st C. Wyrośnięte ciasto piec ok. 35 - 40 minut.
Ja, można powiedzieć, poszłam na łatwiznę ponieważ wszystkie składniki włożyłam do Thermomixa i w nim wyrobiłam ciasto, bez zbędnego paprania wszystkiego dookoła :)
Moja rada: formując bochenek na brytfance do pieczenia, nie spłaszczajcie go za bardzo, ponieważ ciasto jeszcze trochę się rozpłynie na boki i powstanie w efekcie płaski "placek" (tak jak mnie wyszedł płaski, ale w sumie dobrze się przepiekł i nie był najgorszy)
Smacznego!


 Uwielbiam piętki z chleba :) Zawsze piętka jest moja!