Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinaria. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2013

Pracowicie

Ostatnie dni są bardzo pracowite. Poniedziałek to dzień aerobiku, tak więc wycisk był 
i zakwasy dają się we znaki. Wczorajszy dzień był dniem pieczenia. Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem upieczenia chleba z czarnuszką i w końcu opanowało mnie natchnienie. Upiekłam i zaniosłam dziś do pracy. Chlebek zrobił furorę, której się nie spodziewałam, jak i tak miłych słów od koleżanek. Poza tym piekłam też moje ulubione crunchy ze sprawdzonego przepisu. Wyszły najlepsze z dotychczas przeze mnie robionych. Po wczorajszym pieczeniu trzeba było sprzątnąć, więc dzisiaj postanowiłam posprzątać cały dom. Aż miło siedzieć w wypachnionym, odkurzonym domku i spokojnie można się położyć 
z poczuciem spełnienia. Jutro z kolei będzie dzień zajęć lepienia z gliny. Obawiam się tylko, że na tych jednych zajęciach nie wyrobie się czasowo z pomysłami, które już sobie opracowałam 
i które postaram się wykonać. Zobaczymy jak to jutro wyjdzie ;)
Trochę też tam dziergam, szyję i wyszywam. Zdradzę, że są to już świąteczne upominki, bo
w tym roku postanowiłam nie kupować prezentów, ale w 100% wykonać je sama. Dla każdego będzie coś miłego. I to nie tylko rzeczy materialne, gadżety, ale także trochę kulinariów.
A co Wy planujecie przygotować na prezenty dla innych? Może macie jakieś ciekawe pomysły?
Pokażę dziś trochę tzw. staroci, gdyż nie mam czasu zakończyć i doszlifować prac, które rozpoczęłam.
Będą to obrazki malowane już kilka miesięcy temu na bawełnianym bloku malarskim farbami akrylowymi. Na białe ramki z drewna wyczekałam się dobre trzy miesiące (specjalnie na zamówienie). Dodają one uroku obrazkom, ponieważ same obrazki nie wyglądały tak efektownie, jak już oprawione. Niestety zdjęcia nie oddają nasycenia kolorystycznego :(











sobota, 24 sierpnia 2013

Wrzosy - zapowiedź jesieni

Witam wszystkich odwiedzających!
Niestety, koniec sierpnia i wakacji tuż tuż. Aura pogodowa powoli się zmienia, poranki i wieczory są coraz chłodniejsze, dlatego też trzeba jeszcze jak najwięcej korzystać w z energetyzującyh promieni słonecznych. Ja śmigam na rowerze, spaceruję i cieszę się ciepłymi promykami ogrzewającymi moja twarz. Kiedy przesiaduję na przystankach autobusowych, czekając na komunikację miejską, wystawiam twarz do słońca, zamykam oczy i ładuję baterie i duszę. Zupełnie jak spragniony człowiek wody. 
A jak wiadomo, niedługo wrzesień, będą w lesie grzyby, więc i między drzewostanami pojawią sie kobierce pięknych wrzosów i mchów.
Moje mama wczoraj przyniosła do domu piękny biały wrzos.
Moje ulubione to fioletowe wrzosy, w każdym odcieniu. Oby nie farbowane ;)
A jakie są Wasze ulubione?

Pokażę Wam jeszcze moje ostatnie wariacje kulinarne - Brzoskwinie z serkiem, zapiekane pod owsianą pierzynką:
A tak sobie z mama dogadzamy z jedzonkiem :)
Pozdrawiam i duuużo słońca wszystkim życzę! :)

sobota, 17 sierpnia 2013

Ach... te kobiety

I znowu długo mnie nie było. Ale musicie zrozumieć, że jest lato i w letnią pogodę zupełnie nie ciągnie do siedzenia przed komputerem. Nadrabiam dziś zaległości i pokażę swoje kobiety, które wyszyłam ponad rok temu. Oprawione z brązowe złocone ramy stanowią dekorację ściany w mojej sypialni.
Obrazy wykonane trzema kolorami na kanwie w kolorze beżu.




Niestety podczas robienia zdjęć z każdej strony, pod wpływem padania promieni słonecznych, odbijało się wszystko dookoła.

A tak poza tematem, jak zwykle u mnie jakieś kuchmacenie :) Zrobiłam ostatnio na obiad makaron szpinakowy z podsmażaną cukinią, tuńczykiem w sosie własnym, oliwkami i pomidorami suszonymi w oleju, z dużą ilością zielonej natki pietruszki. Na prawdę smaczne i sycące danie.
Pozdrawiam i do zobaczenia (napisania) wkrótce! Nikt nie wie kiedy to nastąpi :))

wtorek, 13 sierpnia 2013

Szczawnica

Hey wszystkim! Tak, wiem, wiem, długo musiałyście/musieliście czekać na mój post. Chociaż wróciłam dobry tydzień temu (poniedziałek) to było wiele powodów, że nie mogłam usiąść do komputera i napisać choć parę słów. Wybaczcie, ale po pierwsze jak to po powrocie, wiadomo, cała masa prania, prasowania i ogarniania się. Po drugie, z racji że mama ma urlop a pogoda dopisała, a więc mały remont w domu, więc wszędzie bałagan. A poza tym dużo czasu spędzałyśmy w ogrodzie przesadzając rośliny, dosadzając nowe. W naszym klombie zagościło kilka nowych krzewinek mojej ukochanej lawendy :) Po czwarte pogoda nie sprzyjała siedzeniu przy komputerze, bo albo był upał niemiłosierny i człowiek chodził rozlazły, albo szkoda było tracić cudownych promieni słoneczka na siedzenie w domu przed ekranem komputera. Po piąte i chyba najważniejsze, zajęta byłam nauką szycia na maszynie. Na razie to tylko proste woreczki na moje zioła z ogrodu, ale zawsze kiedyś trzeba postawić pierwsze kroki. Może w najbliższym czasie pokażę Wam moje skromniutkie efekty.Ostatnim powodem małej aktywności było zacięcie hafciarskie: dużo wyszywałam, ale na efekty musicie trochę poczekać, muszę swoje prace wyprasować i oprawić.
Teraz zasypię Was dużą ilością zdjęć z pobytu w Szczawnicy i Pieninach. Jednym słowem wakacje w górach były: G E N I A L N E!! Przez pięć dni ani razu nie wyprowadziliśmy samochodu z kwatery, którą mieliśmy na samym końcu miasta. A więc, jak to się potocznie mówi, wszędzie przemieszczaliśmy się z buta. Ale ja uwielbiam piesze wędrówki po górach, bo uważam, że to na tym polega aktywny wypoczynek w górach, a nie zwiedzanie wszystkich sklepów, restauracji itp. po kolei, jak to zaobserwowałam. Tym bardziej, że polskie góry są cudowne i przepiękne!














 Obiecałam swojej koleżance, że pokaże jej prace z gliny wykonane przez moją mamę. Kasiu, oto dla Ciebie ryba, dwa czarno - białe naczynia wykonane metodą wypalania tzw. raku oraz turkusowy talerz. Turkusową misę pokazywałam już wcześniej.



Pokażę Wam jeszcze moją niedzielną improwizację: faszerowany ryżem i warzywami bakłażan, pieczony w piekarniku. Mówię wam, pychota :)

środa, 31 lipca 2013

Faszere pomodore i WAKACJE!!

Hmmm... dziś w szale pakowania znalazłam chwilę na zrobienie obiadku (przepis za chwilę) i na napisanie do Was. Ponieważ jutro wyjeżdżamy na wakacje :) do Szczawnicy. GÓRY!! to jest to co lubię najbardziej. Nie preferuję leżenia na plaży (no chyba że w ukochanej Chorwacji, ale i tam nie leżę plackiem, gdyż dużo pływam, spaceruję, zwiedzam i szukam morskich skarbów :), a i leżenie na tych kamienistych plażach to przyjemność. Wiadomo: klimat, pogoda, słońce, wiatr we włosach. 
Nareszcie aktywne wakacje przede mną. Trochę oderwę się od pichcenia i wyszywania xxx, rozprostuję plecy. W planach mamy zwiedzanie okolicy, spływ Dunajcem, ewentualnie jak się uda to wypożyczenie rowerów i wycieczkę rowerową, może także wycieczkę do Wąwozu Homole i wejście na okoliczne szczyty. No ale nie ma co się spinać, bo nie wiadomo jak będzie z pogodą, siłami i w ogóle zobaczymy co czas i przyroda pokaże.

Na dzisiejszym obiadku gościłam tylko z mamą, a że lubimy warzywka i eksperymenty, więc zrobiłam dziś pomidory faszerowane po prowansalsku, zapiekane w piekarniku. Do tego postawiłam na ryż, ale i kasza byłaby super.

Przepis na POMIDORY FASZEROWANE PO PROWANSALSKU:
  • 4 okrągłe pomidory, jednakowej wielkości
  • 4 ząbki czosnku
  • ok. 100 g bułki tartej
  • po dużej gałązce ziół: tymianku, cząbru, rozmarynu,
  • kilka liści bazylii (ja miałam bardzo duże i mięsiste liście bazylii ogrodowej), im więcej, tym lepiej, bo to zioło świetnie pasuje do pomidorów
  • sól, pieprz
  • oliwa z oliwek
Sposób wykonania:
Pomidory myjemy, odkrawamy czapeczki i łyżką do lodów wydrążamy środki. Wnętrze pomidorów wkładamy do miski. Siekamy zioła. Czosnek obieramy, smażymy krótko na patelni na dobrze rozgrzanej oliwie, aby się nie spalił. Przekładamy do miski i dosypujemy bułkę tartą. Wszystkie składniki dobrze mieszamy, doprawiamy przyprawami, dolewamy trochę oliwy i napełniamy farszem pomidory. Przykrywamy je czapeczkami i układamy na naczyniu żaroodpornym. Wstawiamy do nagrzanego do 190 st C piekarnika i pieczemy około 15 - 20 minut. Pycha!
Może to być część obiadu, doskonałe jako przystawka a i niezłe na kolację :)

A tak ze wspomnień ostatnich gorących dni - sesja foto mojej Julki.





 Popołudniowe drapanko nogami, ponieważ miałam zajęte ręce robótką xxx. Taką formę relaksu Julka lubi najbardziej.


 Na tym zdjęciu poniżej, śmiałam się, że Julka wygląda jak krowa leżąca na łące pod krzakiem :)

 No a tutaj Julka wgramoliła się pod koc, na którym odpoczywałam na dworze, a że się uspałam, to Julka narobiła mi stracha, ponieważ wystraszyłam się jak zaczęła się lążyć i się zerwałam na równe nogi. Taka to z niej zajrzydziura :)
Życzą Wam i sobie pięknej pogody, takie w sam raz, i dużo odpoczynku!

wtorek, 30 lipca 2013

Czekoladowy chlebek

Ostatnio pogoda płata nam figle i jest w kratkę. Poprzednie dwa dni były nie do zniesienia, takie to były upały i duchoty. Dziś z kolei bardzo pochmurno, chłodno i spać się strasznie chce. Ale mam sposób na małą chandrę i na poprawę nastroju. Nic tak nie działa jak kakao i zawarty w nim magnez. A na dodatek trochę słodkiego też nie zaszkodzi. Upiekłam dziś chlebek czekoladowy. Do jego przygotowania wykorzystałam pełne ziarno pszenicy, które zmieliłam, a więc wypiek jest w 100% pełnoziarnisty, wilgotny i bardzo sycący. Świetnie smakuje z ulubionym dżemem czy nawet naturalnym serkiem. Ja posmarowałam chlebek moim dżemem dyniowo - pomarańczowym z rozgrzewającym imbirem. Smakował wyśmienicie. Przepis znalazłam w swojej dziecięcej książce kucharskiej :)) Podaję przepis:
Potrzebne będą:
  • 675 g białej grubo mielonej lub razowej mąki (u mnie tyleż samo mielonego całego ziarna pszenicy)
  • 450 g ciepłej wody
  • 55 g cukru  (np. trzcinowego) lub stevii
  • 55 g kakao
  • 1 łyżeczkę deserową oleju słonecznikowego
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 torebkę suszonych drożdży lub 40 g drożdży w kostce
Wykonanie:
Wymieszać w misce mąkę, sól i drożdże, a także cukier  i kakao. Dodać olej i wodę i wszystko dokładnie wymieszać drewnianą łyżką, aż masa będzie gładka i miękka. Uformować dużą kulę lub podzielić ciasto na dwie mniejsze porcje: wówczas powstaną dwa małe bochenki. Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia wyłożyć kulę, uformować na kształt okrągłego bochenka. Naciąć nożem ciasto, tworząc kratkę, nakryć ściereczką aby podrosło. nagrzać piekarnik do 220 st C. Wyrośnięte ciasto piec ok. 35 - 40 minut.
Ja, można powiedzieć, poszłam na łatwiznę ponieważ wszystkie składniki włożyłam do Thermomixa i w nim wyrobiłam ciasto, bez zbędnego paprania wszystkiego dookoła :)
Moja rada: formując bochenek na brytfance do pieczenia, nie spłaszczajcie go za bardzo, ponieważ ciasto jeszcze trochę się rozpłynie na boki i powstanie w efekcie płaski "placek" (tak jak mnie wyszedł płaski, ale w sumie dobrze się przepiekł i nie był najgorszy)
Smacznego!


 Uwielbiam piętki z chleba :) Zawsze piętka jest moja!


środa, 24 lipca 2013

Porzeczka czerwona

Witajcie! Lato w pełni, wakacje w połowie, a ja wczoraj wybrałam się na porzczkobranie do ogrodu mojej babci. Krzewów porzeczkowych sporo, gałązki uginają się od owoców, więc było co zrywać. I tak wyszło mi ponad 7 kilogramów tych czerwonych perełek (resztę zostawiłam też dla innych;P )
No i trzeba to było jakoś "przerobić. Część zamroziłam, przydadzą się do ciast i deserów. Z niewielkiej ilości zrobiłam różową galaretkę porzeczkową. Poniżej podaję przepis, który zaczerpnęłam z książki z przepisami na dżemy, marmolady i galaretki. Książkę jakiś czas temu kupiłam mamie, w nadziei że będzie robiła od czasu do czasu jakieś pyszności. No ale to mnie przyszło korzystać z książki :)

RÓŻOWA GALARETKA PORZECZKOWA
 Na 1,5 litra

2 kg porzeczek czerwonych lub białych
3 ciemne czereśnie
1 kg cukru żelującego 1:1 (ja nie miałam, więc dałam 1,5 Konfitur-fixa i około 1 kg cukru)

Sposób przygotowania:
1. Porzeczki umyć i oderwać gałązki. Czereśnie umyć, usunąć ogonki, pestki można wyjąć, ale niekoniecznie. Porzeczki i czereśnie włożyć do garnka z 200 ml wody, przykryć i doprowadzić do wrzenia.nasthttp://belastitches.blogspot.com/pnie lekko uchylić pokrywkę, aby owoce nie wykipiały. Gotować owoce do miękkości mniej więcej 15 minut. Następnie przetrzeć owoce przez drobne sito i umieścić je na dużym garnku lub misce. Wyłożyć owoce na sito i dokładnie odsączyć - najlepiej zostawić je na kilka godzić albo na noc.
2. Odmierzyć 1,1 litra soku porzeczkowego i po dodaniu cukru żelującego (w moim przypadku do soku dodałam Konfitur-fix, zamieszałam dokładnie, zasypałam cukrem), doprowadzić do wrzenia. Gotować tyle czasu ile podano na przepisie cukru żelującego/proszku żelującego, ale tak około 5 minut. Napełniać słoiki i natychmiast zamknąć.

Z dwóch porcji zrobiłam także konfiturę porzeczkową z estragonem.

KONFITURA PORZECZKOWA Z ESTRAGONEM
Na 1,6 litra

1,75 kg czerwonych porzeczek
4 gałązki estragonu (dowolnie)
500 g cukru żelującego 3:1 (u mnie 1 cały i pół Konfiturexu i cukier)

Sposób przygotowania:
1. Tak jak w poprzednim przepisie, czyli: Porzeczki umyć i oderwać gałązki. Czereśnie umyć, usunąć ogonki, pestki można wyjąć, ale niekoniecznie. Porzeczki i czereśnie włożyć do garnka z 200 ml wody, przykryć i doprowadzić do wrzenia.nasthttp://belastitches.blogspot.com/pnie lekko uchylić pokrywkę, aby owoce nie wykipiały. Gotować owoce do miękkości mniej więcej 15 minut. Następnie przetrzeć owoce przez drobne sito.
2. Estragon  umyć, otrząsnąć z wody, oderwać listki z gałązek i z grubsza posiekać. Przetarte porzeczki wymieszać w dużym garnku z cukrem żelującym/substancją żelującą i cukrem. Doprowadzić przecier do wrzenia, ciągle mieszając. Gotować konfiturę porzeczkową 2 minuty na silnym ogniu, zwolnić ogień i mieszać aż do zaniku piany (można trochę jej zdjąć łyżką). Te owoce dobrze gęstnieją, więc zazwyczaj krótkie gotowanie wystarcza. Zdjąć garnek z kuchenki, dodać estragon, wymieszać. Szybko napełnić konfitura wyparzone słoiki i zamknąć.

Konfitura dzięki estragonowi nabiera niesamowitego aromatu i smaku.

W ostatnią niedzielę byliśmy u mojej drugiej babci. Z okazji jej zbliżających się imienin, moja ciocia zrobiła takie oto ciasto:
Ciasto było przepyszne i migiem poszła cała połowa. Składało się z trzech blatów kruchego ciasta, przekładanych pysznym kremem cytrynowym z serka mascarpone i bitej śmietany, udekorowane sezonowymi malinami. Po prostu trafiliśmy na to ciacho w sam raz :)

 W ogrodzie u babci udało mi się sfotografować takie oto cudo: pięknego żółtego motyla. Niestety szkoda, że tylko aparatem telefonu, bo odbija się to na jakości zdjęcia.;/ Długo na niego polowałam, bo skakał z kwiatka na kwiatek, no ale ostatecznie się udało :)


A tutaj już moja Julka, u mnie na podwórku. Przyłapałam ją na codziennej pielęgnacji futra.......


 .....oraz na posiadówce z klombie. No i wydało się, dlaczego nasze gradiole mają takie połamane od dołu liście ;) Ale widocznie Julka nic sobie z tego nie robi :)


Pozdrawiam i dziękuję wszystkim odwiedzającym za chęć zaglądania i komentowania moich skromnych postów :**