Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 września 2013

Przyjaciel

...potrzebny od zaraz :) Pamiętacie mojego kociaka, którego uszyłam? To ten w fioletową kratę z czerwonym serduchem (tak tak, pamiętam o konkursie na imię dla niego, ale wybaczcie, zupełnie brak mi czasu i sił na wykonanie zaplanowanej przeze mnie niespodzianki. Obiecuję, że postaram się ją w końcu wykonać!). A więc dziś powstał jego kumpel.

I oboje:
Miłego i udanego niedzielnego wieczoru. Dobrych snów!! :)

wtorek, 17 września 2013

Wyróżnienie

Bardzo się dziś cieszę, w sumie to od wczoraj, kiedy przeczytałam na stronie Szuflady, że moja zakładka - filcowy samochodzik, zdobyła wyróżnienie. Dziękuję bardzo Szarej za wyróżnienie, które sprawiło mi dużo radości.
Za oknem zimno i pada, ale moja Julka wyraźnie nic sobie z tego nie robi, tylko w najlepsze wyleguje się na moim kocyku, nie dając mi możliwości położenia się na łóżku :) Ona już jest Panią domu ;)



Pozdrawiam!!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Gliniany kocur

Hey wszystkim! Dzisiaj rozpoczęłam długo wyczekiwane warsztaty lepienia z gliny. A oto efekty pierwszego dnia pracy. Kiepskie zdjęcie, ale zawsze jakieś jest. Mieliśmy naszkicować projekt płaskorzeźby. Oczywiście, jak to bywa podczas zaskoczenia, nie wiadomo co naszkicować. Każdy uczestnik oczekiwał gotowych wskazówek, dyspozycji, co do wykonania swojego pierwszego glinianego "dzieła". Ale po chwili namysłu stworzyłam takiego oto kota. Wiadomo, straszna ze mnie kociara.

Pozdrawiam i do następnego posta! :)

środa, 31 lipca 2013

Faszere pomodore i WAKACJE!!

Hmmm... dziś w szale pakowania znalazłam chwilę na zrobienie obiadku (przepis za chwilę) i na napisanie do Was. Ponieważ jutro wyjeżdżamy na wakacje :) do Szczawnicy. GÓRY!! to jest to co lubię najbardziej. Nie preferuję leżenia na plaży (no chyba że w ukochanej Chorwacji, ale i tam nie leżę plackiem, gdyż dużo pływam, spaceruję, zwiedzam i szukam morskich skarbów :), a i leżenie na tych kamienistych plażach to przyjemność. Wiadomo: klimat, pogoda, słońce, wiatr we włosach. 
Nareszcie aktywne wakacje przede mną. Trochę oderwę się od pichcenia i wyszywania xxx, rozprostuję plecy. W planach mamy zwiedzanie okolicy, spływ Dunajcem, ewentualnie jak się uda to wypożyczenie rowerów i wycieczkę rowerową, może także wycieczkę do Wąwozu Homole i wejście na okoliczne szczyty. No ale nie ma co się spinać, bo nie wiadomo jak będzie z pogodą, siłami i w ogóle zobaczymy co czas i przyroda pokaże.

Na dzisiejszym obiadku gościłam tylko z mamą, a że lubimy warzywka i eksperymenty, więc zrobiłam dziś pomidory faszerowane po prowansalsku, zapiekane w piekarniku. Do tego postawiłam na ryż, ale i kasza byłaby super.

Przepis na POMIDORY FASZEROWANE PO PROWANSALSKU:
  • 4 okrągłe pomidory, jednakowej wielkości
  • 4 ząbki czosnku
  • ok. 100 g bułki tartej
  • po dużej gałązce ziół: tymianku, cząbru, rozmarynu,
  • kilka liści bazylii (ja miałam bardzo duże i mięsiste liście bazylii ogrodowej), im więcej, tym lepiej, bo to zioło świetnie pasuje do pomidorów
  • sól, pieprz
  • oliwa z oliwek
Sposób wykonania:
Pomidory myjemy, odkrawamy czapeczki i łyżką do lodów wydrążamy środki. Wnętrze pomidorów wkładamy do miski. Siekamy zioła. Czosnek obieramy, smażymy krótko na patelni na dobrze rozgrzanej oliwie, aby się nie spalił. Przekładamy do miski i dosypujemy bułkę tartą. Wszystkie składniki dobrze mieszamy, doprawiamy przyprawami, dolewamy trochę oliwy i napełniamy farszem pomidory. Przykrywamy je czapeczkami i układamy na naczyniu żaroodpornym. Wstawiamy do nagrzanego do 190 st C piekarnika i pieczemy około 15 - 20 minut. Pycha!
Może to być część obiadu, doskonałe jako przystawka a i niezłe na kolację :)

A tak ze wspomnień ostatnich gorących dni - sesja foto mojej Julki.





 Popołudniowe drapanko nogami, ponieważ miałam zajęte ręce robótką xxx. Taką formę relaksu Julka lubi najbardziej.


 Na tym zdjęciu poniżej, śmiałam się, że Julka wygląda jak krowa leżąca na łące pod krzakiem :)

 No a tutaj Julka wgramoliła się pod koc, na którym odpoczywałam na dworze, a że się uspałam, to Julka narobiła mi stracha, ponieważ wystraszyłam się jak zaczęła się lążyć i się zerwałam na równe nogi. Taka to z niej zajrzydziura :)
Życzą Wam i sobie pięknej pogody, takie w sam raz, i dużo odpoczynku!

niedziela, 28 lipca 2013

Zawieszki

Witajcie! Grzeje i grzeje, duchota jak nie wiem co. Pada deszcz - źle, Zimno - źle, Gorąco - też źle. Na dodatek właśnie grzmi, więc jest nadzieja, że choć trochę się ochłodzi atmosfera.
Ostatnio zabrałam się za wykończenie moich ozdób krzyżykowych na kanwie plastikowej. Leżały już któryś rok z rzędu i nie miałam zupełnie pomysłu, co zrobić z mało estetycznymi pleckami. Ale dzięki pomocy i poradom Promyka, ozdoby i zawieszki wykończyłam kolorowym filcem. Filc zakupiłam w Empiku, ponieważ uważam, że najlepiej się do tego nadaje, gdyż jest cieniutki.
Tak oto prezentują się wszystkie zawieszki razem: 
 Z przodu:
 I z tyłu, filcowe plecki:
I zbliżenia:

Mikołaje bożonarodzeniowe:

Bałwanki:


 Różne bożonarodzeniowe ozdoby:

 Wielkanocne zajączki:

 Motylki:

 I jeszcze jeden wielkanocny zajączek i zakładka z Prosiaczkiem:

W taki upał jak dziś, to nawet moja kota nie ma ochoty na harce, ani na kocią pogawędkę z nami. Leży jak "z diabła skóra". Zresztą jak wszyscy w domu snuła się, snuła, aż w końcu uległa grawitacji, haha :)
 Dzisiaj w niedzielne przedpołudnie postanowiłyśmy z mamą uciąć nasze dorodne gradiole do wazonu, a efekt sami widzicie poniżej.

 I jeszcze pokażę Wam jedne z dzieł glinianych mojej mamy, w jej własnej aranżacji. Jest to wazon i amforka z przykryciem ulepione z glinianych wałeczków, które moja mama własnoręcznie "turlała" ;P Jak dla mnie pięknie!

Trzymajcie się w te upały i nie dawajcie się pogodzie. Leżak, dobra książka i szklanka wody z cytryną i liśćmi świeżej mięty lub melisy z kostkami lodu świetnie orzeźwiają :)

środa, 24 lipca 2013

Porzeczka czerwona

Witajcie! Lato w pełni, wakacje w połowie, a ja wczoraj wybrałam się na porzczkobranie do ogrodu mojej babci. Krzewów porzeczkowych sporo, gałązki uginają się od owoców, więc było co zrywać. I tak wyszło mi ponad 7 kilogramów tych czerwonych perełek (resztę zostawiłam też dla innych;P )
No i trzeba to było jakoś "przerobić. Część zamroziłam, przydadzą się do ciast i deserów. Z niewielkiej ilości zrobiłam różową galaretkę porzeczkową. Poniżej podaję przepis, który zaczerpnęłam z książki z przepisami na dżemy, marmolady i galaretki. Książkę jakiś czas temu kupiłam mamie, w nadziei że będzie robiła od czasu do czasu jakieś pyszności. No ale to mnie przyszło korzystać z książki :)

RÓŻOWA GALARETKA PORZECZKOWA
 Na 1,5 litra

2 kg porzeczek czerwonych lub białych
3 ciemne czereśnie
1 kg cukru żelującego 1:1 (ja nie miałam, więc dałam 1,5 Konfitur-fixa i około 1 kg cukru)

Sposób przygotowania:
1. Porzeczki umyć i oderwać gałązki. Czereśnie umyć, usunąć ogonki, pestki można wyjąć, ale niekoniecznie. Porzeczki i czereśnie włożyć do garnka z 200 ml wody, przykryć i doprowadzić do wrzenia.nasthttp://belastitches.blogspot.com/pnie lekko uchylić pokrywkę, aby owoce nie wykipiały. Gotować owoce do miękkości mniej więcej 15 minut. Następnie przetrzeć owoce przez drobne sito i umieścić je na dużym garnku lub misce. Wyłożyć owoce na sito i dokładnie odsączyć - najlepiej zostawić je na kilka godzić albo na noc.
2. Odmierzyć 1,1 litra soku porzeczkowego i po dodaniu cukru żelującego (w moim przypadku do soku dodałam Konfitur-fix, zamieszałam dokładnie, zasypałam cukrem), doprowadzić do wrzenia. Gotować tyle czasu ile podano na przepisie cukru żelującego/proszku żelującego, ale tak około 5 minut. Napełniać słoiki i natychmiast zamknąć.

Z dwóch porcji zrobiłam także konfiturę porzeczkową z estragonem.

KONFITURA PORZECZKOWA Z ESTRAGONEM
Na 1,6 litra

1,75 kg czerwonych porzeczek
4 gałązki estragonu (dowolnie)
500 g cukru żelującego 3:1 (u mnie 1 cały i pół Konfiturexu i cukier)

Sposób przygotowania:
1. Tak jak w poprzednim przepisie, czyli: Porzeczki umyć i oderwać gałązki. Czereśnie umyć, usunąć ogonki, pestki można wyjąć, ale niekoniecznie. Porzeczki i czereśnie włożyć do garnka z 200 ml wody, przykryć i doprowadzić do wrzenia.nasthttp://belastitches.blogspot.com/pnie lekko uchylić pokrywkę, aby owoce nie wykipiały. Gotować owoce do miękkości mniej więcej 15 minut. Następnie przetrzeć owoce przez drobne sito.
2. Estragon  umyć, otrząsnąć z wody, oderwać listki z gałązek i z grubsza posiekać. Przetarte porzeczki wymieszać w dużym garnku z cukrem żelującym/substancją żelującą i cukrem. Doprowadzić przecier do wrzenia, ciągle mieszając. Gotować konfiturę porzeczkową 2 minuty na silnym ogniu, zwolnić ogień i mieszać aż do zaniku piany (można trochę jej zdjąć łyżką). Te owoce dobrze gęstnieją, więc zazwyczaj krótkie gotowanie wystarcza. Zdjąć garnek z kuchenki, dodać estragon, wymieszać. Szybko napełnić konfitura wyparzone słoiki i zamknąć.

Konfitura dzięki estragonowi nabiera niesamowitego aromatu i smaku.

W ostatnią niedzielę byliśmy u mojej drugiej babci. Z okazji jej zbliżających się imienin, moja ciocia zrobiła takie oto ciasto:
Ciasto było przepyszne i migiem poszła cała połowa. Składało się z trzech blatów kruchego ciasta, przekładanych pysznym kremem cytrynowym z serka mascarpone i bitej śmietany, udekorowane sezonowymi malinami. Po prostu trafiliśmy na to ciacho w sam raz :)

 W ogrodzie u babci udało mi się sfotografować takie oto cudo: pięknego żółtego motyla. Niestety szkoda, że tylko aparatem telefonu, bo odbija się to na jakości zdjęcia.;/ Długo na niego polowałam, bo skakał z kwiatka na kwiatek, no ale ostatecznie się udało :)


A tutaj już moja Julka, u mnie na podwórku. Przyłapałam ją na codziennej pielęgnacji futra.......


 .....oraz na posiadówce z klombie. No i wydało się, dlaczego nasze gradiole mają takie połamane od dołu liście ;) Ale widocznie Julka nic sobie z tego nie robi :)


Pozdrawiam i dziękuję wszystkim odwiedzającym za chęć zaglądania i komentowania moich skromnych postów :**




piątek, 5 lipca 2013

Kociara

U mnie ponownie koty. Zaparłam się, że skończę obrazek przed moim wyjazdem i dopięłam swego. Trudno szyje się w te upały na kanwie, bo grozi ubrudzeniem, ale na szczęście udało się i kanwa jest w nienaruszonym stanie. Obrazek czeka na oprawienie.






Poza tym chciałam się Wam pochwalić moim nowym zakupem. Biały dzbanek z podgrzewaczem. Szukałam, szukałam i znaleźć nie mogłam, a zależało mi na czysto białym dzbanuszku. Jeśli już udało się coś w sklepie wyszperać, to niestety były kolorowe lub wzorzyste. A tu proszę, znalazłam go "pod nosem", w pobliskim sklepie. Ulubiona herbatka smakuje pysznie!


I jeszcze moja Julka, która wczoraj niepostrzeżenie władowała się mojej mamie w koszyk z wełną. Można sobie wyobrazić jak ta wełna wyglądała po kontakcie z długą sierścią kocicy :) Jej beztroska mina jest powalająca, haha


Wspomniany wyjazd wiąże się z moją co najmniej 10-dniową nieobecnością na blogu. Tak więc jeśli ktoś chciałby się skontaktować, musi uzbroić się w cierpliwość. Wyjeżdżam na Slot Art Festival i bardzo się z tego cieszę, ale też obawiam, ponieważ "grozi" to zapoznaniem się z nowymi twórczymi pomysłami, a wtedy to już na pewno trzeba będzie coś zrobić, żeby doba była przynajmniej dwa razy dłuższa. Życzę wam pięknej pogody! See You!