Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2013

Woreczki zapachowe i nie tylko...

Poniedziałek - początek tygodnia i już od rana wszystko było na wysokich obrotach. Od niedawna zaczęła się praca, więc bardzo mało czasu zostaje na przyjemności. Za często nie uświadczę Was jakimiś "nowościami" wytwórczymi. Aczkolwiek wczorajsza niedziela upłynęła pod znakiem szycia na maszynie woreczków. I tak oto powstały takie oto wytwory: 

 Zapachowe:


 I uniwersalny:

Jesień to oczywiście dynia. A jak dynia - to musi być pokaźnych rozmiarów i na dodatek piękna!
Taka oto dynie trafiła do Naszego domu. 25 kilo żywej wagi!! 
Ale tak pięknego okazu, to szczerze mówiąc nigdy jeszcze nie spotkałam i nie widziałam na własne oczy!
Robi wrażenie!!!
Jak pomyślę ile pyszności można będzie z niej zrobić, mmmm.... 
Na pierwszy ogień pewnie pójdzie ulubiona zapiekanka ryżowo - dyniowa, następnie krem 
z dyni i mus dyniowy w słoiczki. Ponadto obowiązkowo dżem dyniowo - pomarańczowy!
A może ktoś posiada lub wypróbował jakieś przepisy na specjały z dyni!! Chętnie się z nimi zapoznam :)




Jeszcze jedna migawka na moje okno w sypialni. Niestety zdjęcie robione wieczorem, bo 
w ciągu dnia nie ma mnie w domu i nie mam jak zrobić zdjęcia przy ładnej pogodzie. Po prostu sielsko - anielsko, jak ja to mówię. Ale mnie się strasznie podoba, jest bardzo przyjemnie. 
I nawet kot znalazł dobre miejsce na posiadówkę. Fioletowego marcinka dostałam od mamy 
z okazji moich dzisiejszych imienin.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających i bardzo bardzo dziękuję tym, którzy do mnie zaglądają i komentują, bo to napędza mnie do jeszcze większej pracy, sprawia, że mam jeszcze większą ochotę 
i mobilizację do wykonywania moich pasji i dzielenia się nimi z innymi. 
Kochani, bardzo Wam dziękuję, że jesteście ze mną! :)

sobota, 24 sierpnia 2013

Wrzosy - zapowiedź jesieni

Witam wszystkich odwiedzających!
Niestety, koniec sierpnia i wakacji tuż tuż. Aura pogodowa powoli się zmienia, poranki i wieczory są coraz chłodniejsze, dlatego też trzeba jeszcze jak najwięcej korzystać w z energetyzującyh promieni słonecznych. Ja śmigam na rowerze, spaceruję i cieszę się ciepłymi promykami ogrzewającymi moja twarz. Kiedy przesiaduję na przystankach autobusowych, czekając na komunikację miejską, wystawiam twarz do słońca, zamykam oczy i ładuję baterie i duszę. Zupełnie jak spragniony człowiek wody. 
A jak wiadomo, niedługo wrzesień, będą w lesie grzyby, więc i między drzewostanami pojawią sie kobierce pięknych wrzosów i mchów.
Moje mama wczoraj przyniosła do domu piękny biały wrzos.
Moje ulubione to fioletowe wrzosy, w każdym odcieniu. Oby nie farbowane ;)
A jakie są Wasze ulubione?

Pokażę Wam jeszcze moje ostatnie wariacje kulinarne - Brzoskwinie z serkiem, zapiekane pod owsianą pierzynką:
A tak sobie z mama dogadzamy z jedzonkiem :)
Pozdrawiam i duuużo słońca wszystkim życzę! :)

niedziela, 28 lipca 2013

Zawieszki

Witajcie! Grzeje i grzeje, duchota jak nie wiem co. Pada deszcz - źle, Zimno - źle, Gorąco - też źle. Na dodatek właśnie grzmi, więc jest nadzieja, że choć trochę się ochłodzi atmosfera.
Ostatnio zabrałam się za wykończenie moich ozdób krzyżykowych na kanwie plastikowej. Leżały już któryś rok z rzędu i nie miałam zupełnie pomysłu, co zrobić z mało estetycznymi pleckami. Ale dzięki pomocy i poradom Promyka, ozdoby i zawieszki wykończyłam kolorowym filcem. Filc zakupiłam w Empiku, ponieważ uważam, że najlepiej się do tego nadaje, gdyż jest cieniutki.
Tak oto prezentują się wszystkie zawieszki razem: 
 Z przodu:
 I z tyłu, filcowe plecki:
I zbliżenia:

Mikołaje bożonarodzeniowe:

Bałwanki:


 Różne bożonarodzeniowe ozdoby:

 Wielkanocne zajączki:

 Motylki:

 I jeszcze jeden wielkanocny zajączek i zakładka z Prosiaczkiem:

W taki upał jak dziś, to nawet moja kota nie ma ochoty na harce, ani na kocią pogawędkę z nami. Leży jak "z diabła skóra". Zresztą jak wszyscy w domu snuła się, snuła, aż w końcu uległa grawitacji, haha :)
 Dzisiaj w niedzielne przedpołudnie postanowiłyśmy z mamą uciąć nasze dorodne gradiole do wazonu, a efekt sami widzicie poniżej.

 I jeszcze pokażę Wam jedne z dzieł glinianych mojej mamy, w jej własnej aranżacji. Jest to wazon i amforka z przykryciem ulepione z glinianych wałeczków, które moja mama własnoręcznie "turlała" ;P Jak dla mnie pięknie!

Trzymajcie się w te upały i nie dawajcie się pogodzie. Leżak, dobra książka i szklanka wody z cytryną i liśćmi świeżej mięty lub melisy z kostkami lodu świetnie orzeźwiają :)

środa, 24 lipca 2013

Porzeczka czerwona

Witajcie! Lato w pełni, wakacje w połowie, a ja wczoraj wybrałam się na porzczkobranie do ogrodu mojej babci. Krzewów porzeczkowych sporo, gałązki uginają się od owoców, więc było co zrywać. I tak wyszło mi ponad 7 kilogramów tych czerwonych perełek (resztę zostawiłam też dla innych;P )
No i trzeba to było jakoś "przerobić. Część zamroziłam, przydadzą się do ciast i deserów. Z niewielkiej ilości zrobiłam różową galaretkę porzeczkową. Poniżej podaję przepis, który zaczerpnęłam z książki z przepisami na dżemy, marmolady i galaretki. Książkę jakiś czas temu kupiłam mamie, w nadziei że będzie robiła od czasu do czasu jakieś pyszności. No ale to mnie przyszło korzystać z książki :)

RÓŻOWA GALARETKA PORZECZKOWA
 Na 1,5 litra

2 kg porzeczek czerwonych lub białych
3 ciemne czereśnie
1 kg cukru żelującego 1:1 (ja nie miałam, więc dałam 1,5 Konfitur-fixa i około 1 kg cukru)

Sposób przygotowania:
1. Porzeczki umyć i oderwać gałązki. Czereśnie umyć, usunąć ogonki, pestki można wyjąć, ale niekoniecznie. Porzeczki i czereśnie włożyć do garnka z 200 ml wody, przykryć i doprowadzić do wrzenia.nasthttp://belastitches.blogspot.com/pnie lekko uchylić pokrywkę, aby owoce nie wykipiały. Gotować owoce do miękkości mniej więcej 15 minut. Następnie przetrzeć owoce przez drobne sito i umieścić je na dużym garnku lub misce. Wyłożyć owoce na sito i dokładnie odsączyć - najlepiej zostawić je na kilka godzić albo na noc.
2. Odmierzyć 1,1 litra soku porzeczkowego i po dodaniu cukru żelującego (w moim przypadku do soku dodałam Konfitur-fix, zamieszałam dokładnie, zasypałam cukrem), doprowadzić do wrzenia. Gotować tyle czasu ile podano na przepisie cukru żelującego/proszku żelującego, ale tak około 5 minut. Napełniać słoiki i natychmiast zamknąć.

Z dwóch porcji zrobiłam także konfiturę porzeczkową z estragonem.

KONFITURA PORZECZKOWA Z ESTRAGONEM
Na 1,6 litra

1,75 kg czerwonych porzeczek
4 gałązki estragonu (dowolnie)
500 g cukru żelującego 3:1 (u mnie 1 cały i pół Konfiturexu i cukier)

Sposób przygotowania:
1. Tak jak w poprzednim przepisie, czyli: Porzeczki umyć i oderwać gałązki. Czereśnie umyć, usunąć ogonki, pestki można wyjąć, ale niekoniecznie. Porzeczki i czereśnie włożyć do garnka z 200 ml wody, przykryć i doprowadzić do wrzenia.nasthttp://belastitches.blogspot.com/pnie lekko uchylić pokrywkę, aby owoce nie wykipiały. Gotować owoce do miękkości mniej więcej 15 minut. Następnie przetrzeć owoce przez drobne sito.
2. Estragon  umyć, otrząsnąć z wody, oderwać listki z gałązek i z grubsza posiekać. Przetarte porzeczki wymieszać w dużym garnku z cukrem żelującym/substancją żelującą i cukrem. Doprowadzić przecier do wrzenia, ciągle mieszając. Gotować konfiturę porzeczkową 2 minuty na silnym ogniu, zwolnić ogień i mieszać aż do zaniku piany (można trochę jej zdjąć łyżką). Te owoce dobrze gęstnieją, więc zazwyczaj krótkie gotowanie wystarcza. Zdjąć garnek z kuchenki, dodać estragon, wymieszać. Szybko napełnić konfitura wyparzone słoiki i zamknąć.

Konfitura dzięki estragonowi nabiera niesamowitego aromatu i smaku.

W ostatnią niedzielę byliśmy u mojej drugiej babci. Z okazji jej zbliżających się imienin, moja ciocia zrobiła takie oto ciasto:
Ciasto było przepyszne i migiem poszła cała połowa. Składało się z trzech blatów kruchego ciasta, przekładanych pysznym kremem cytrynowym z serka mascarpone i bitej śmietany, udekorowane sezonowymi malinami. Po prostu trafiliśmy na to ciacho w sam raz :)

 W ogrodzie u babci udało mi się sfotografować takie oto cudo: pięknego żółtego motyla. Niestety szkoda, że tylko aparatem telefonu, bo odbija się to na jakości zdjęcia.;/ Długo na niego polowałam, bo skakał z kwiatka na kwiatek, no ale ostatecznie się udało :)


A tutaj już moja Julka, u mnie na podwórku. Przyłapałam ją na codziennej pielęgnacji futra.......


 .....oraz na posiadówce z klombie. No i wydało się, dlaczego nasze gradiole mają takie połamane od dołu liście ;) Ale widocznie Julka nic sobie z tego nie robi :)


Pozdrawiam i dziękuję wszystkim odwiedzającym za chęć zaglądania i komentowania moich skromnych postów :**




sobota, 20 lipca 2013

Jarmuż w roli głównej, dżem truskawkowy w epizodzie, czarna porzeczka, buły jagodowe i ogród

Witam wszystkich!
Dzisiaj post zaległościowy, ponieważ ostatnio nie miałam czasu zasiąść przed monitorem i czegokolwiek napisać. No i teraz mam: duuuuużo do nadrobienia ;) Przyczyniły się do tego czarne porzeczki i haftowanie xxx. Zostałyśmy z mamą obdarowane kilogramami czarnej porzeczki i tak przez dwa dni robiłyśmy soki w sokowniku, a wczoraj narobiłam masę dżemów z tych owoców. I w efekcie, już nie mogę patrzeć na czarną porzeczkę! Poza tym późnymi wieczorami do godzin nocnych wyszywałam małe wzorki krzyżykowe bo wtedy oganiała mnie wena twórcza no i miałam wówczas chwilę na to, aby dosiąść do kanwy.

Z pierwszych zaległości przedstawiam wam zupę z jarmużu i pancakesy otrębowe w kształcie motylka i gwiazdki. Dodatkiem do nich był tegoroczny dżem truskawkowy mojej produkcji. Zupę z jarmużu gotowałam na zbiorach z własnego ogrodu, z tego oto stopniowanego zielnika:




 W zielniku znajdują się m.in.: bazylia, lubczyk, estragon, cząber, dwa gatunki mięty, melisa, szczypiorek, pietruszka, seler, por, pomidorki koktajlowe, rozmaryn, tymianek. Chyba o niczym nie zapomniałam :)
Wspomniane pancakesy zrobiłam zaraz po zakupieniu foremek silikonowych z biedronce, które świetnie zdają egzamin. Przed zakupem wahałam się, czy aby na pewno upieczone ciasto będzie chciało łatwo wyjść i czy nie będzie rozpływać się po bokach. Ale na szczęście wszystko grało jak należy :)
Zupka wyszła pyszna, wszystkim smakowała :)



 Dzisiaj w sobotę z okazji dnia wolnego moja kochana mamusia zrobiła nam bułeczki drożdżowe z jagodami. Pisząc tego posta wcinam jedna z nich (to już czwarta!!, ale na szczęście mam dziś w planach jeszcze zajęcia ruchowe, więc mam nadzieję że mi nie zaszkodzą :)), bo są tak pyszne. Marzyły mi się takie domowe bułeczki.        Dziękuję Ci, mamo!!


A na dokładkę jeszcze trochę zdjęć naszego przydomowego ogrodu i kwitnących, już bądź jeszcze, roślin i kwiatów.
Pierwsze kwitnące Gradiole:



 Lilie:


 Kwitnące od dłuższego czasu Dalie:

Maciejka:

Funkie: 

I pierwsze kwiaty Milinu:



Życzę Wam kochani udanego weekendu!! :)

wtorek, 2 lipca 2013

Lawenda

Wczorajszy post chyba trochę zawstydził nasze słońce, bo dziś grzeje z podwójna siłą i jest bardzo gorąco. Oby z tego nie było jakiejś burzy.
Zrobiłam dziś w swoim klombie ogródkowym "lawendokosy" :) Ścięłam część lawendy, która już się suszy i będzie aromatycznym wypełnieniem do woreczków, które już wyszyte czekają na zszycie i na moją wenę do maszyny. Reszta lawendy czeka na podrośnięcie i też czeka ją niechybne ścięcie :)