Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2013

Wrzosy - zapowiedź jesieni

Witam wszystkich odwiedzających!
Niestety, koniec sierpnia i wakacji tuż tuż. Aura pogodowa powoli się zmienia, poranki i wieczory są coraz chłodniejsze, dlatego też trzeba jeszcze jak najwięcej korzystać w z energetyzującyh promieni słonecznych. Ja śmigam na rowerze, spaceruję i cieszę się ciepłymi promykami ogrzewającymi moja twarz. Kiedy przesiaduję na przystankach autobusowych, czekając na komunikację miejską, wystawiam twarz do słońca, zamykam oczy i ładuję baterie i duszę. Zupełnie jak spragniony człowiek wody. 
A jak wiadomo, niedługo wrzesień, będą w lesie grzyby, więc i między drzewostanami pojawią sie kobierce pięknych wrzosów i mchów.
Moje mama wczoraj przyniosła do domu piękny biały wrzos.
Moje ulubione to fioletowe wrzosy, w każdym odcieniu. Oby nie farbowane ;)
A jakie są Wasze ulubione?

Pokażę Wam jeszcze moje ostatnie wariacje kulinarne - Brzoskwinie z serkiem, zapiekane pod owsianą pierzynką:
A tak sobie z mama dogadzamy z jedzonkiem :)
Pozdrawiam i duuużo słońca wszystkim życzę! :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Urodzinowo!

"Dziś są moje urodziny....", jak w słynnej piosence. Tak, tak, dzisiaj moje urodziny i z tej okazji dostałam dzis bardzo niespodziewany i ciekawy prezent od mamy, a mianowicie:
sześć pysznych czekolad. Pięć z okazji każdej przeżytej pięciolatki i jedna na pomyślnie rozpoczynające się pięć lat :)
No tak, po takiej wyżerce trzeba będzie więcej się poruszać, bo kiepsko wróżą te słodkości na ciało. Nadzieja w umyśle, że wytworzy się więcej endorfin, ponieważ jakoś niestety z powodu urodzin, jak zawsze "z okazji" takiej okazji, mam kiepski humor i sama nie wiem dlaczego. Jakoś tak podświadomie. Może ktoś zna przyczyny takiego złego stanu ducha, że w dniu urodzin wszystko wydaje się brzydkie, człowiek źle się ze sobą czuje, a oczy ciągle zwilżone są od łez??
Może jutro będzie lepiej...

wtorek, 30 lipca 2013

Czekoladowy chlebek

Ostatnio pogoda płata nam figle i jest w kratkę. Poprzednie dwa dni były nie do zniesienia, takie to były upały i duchoty. Dziś z kolei bardzo pochmurno, chłodno i spać się strasznie chce. Ale mam sposób na małą chandrę i na poprawę nastroju. Nic tak nie działa jak kakao i zawarty w nim magnez. A na dodatek trochę słodkiego też nie zaszkodzi. Upiekłam dziś chlebek czekoladowy. Do jego przygotowania wykorzystałam pełne ziarno pszenicy, które zmieliłam, a więc wypiek jest w 100% pełnoziarnisty, wilgotny i bardzo sycący. Świetnie smakuje z ulubionym dżemem czy nawet naturalnym serkiem. Ja posmarowałam chlebek moim dżemem dyniowo - pomarańczowym z rozgrzewającym imbirem. Smakował wyśmienicie. Przepis znalazłam w swojej dziecięcej książce kucharskiej :)) Podaję przepis:
Potrzebne będą:
  • 675 g białej grubo mielonej lub razowej mąki (u mnie tyleż samo mielonego całego ziarna pszenicy)
  • 450 g ciepłej wody
  • 55 g cukru  (np. trzcinowego) lub stevii
  • 55 g kakao
  • 1 łyżeczkę deserową oleju słonecznikowego
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 torebkę suszonych drożdży lub 40 g drożdży w kostce
Wykonanie:
Wymieszać w misce mąkę, sól i drożdże, a także cukier  i kakao. Dodać olej i wodę i wszystko dokładnie wymieszać drewnianą łyżką, aż masa będzie gładka i miękka. Uformować dużą kulę lub podzielić ciasto na dwie mniejsze porcje: wówczas powstaną dwa małe bochenki. Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia wyłożyć kulę, uformować na kształt okrągłego bochenka. Naciąć nożem ciasto, tworząc kratkę, nakryć ściereczką aby podrosło. nagrzać piekarnik do 220 st C. Wyrośnięte ciasto piec ok. 35 - 40 minut.
Ja, można powiedzieć, poszłam na łatwiznę ponieważ wszystkie składniki włożyłam do Thermomixa i w nim wyrobiłam ciasto, bez zbędnego paprania wszystkiego dookoła :)
Moja rada: formując bochenek na brytfance do pieczenia, nie spłaszczajcie go za bardzo, ponieważ ciasto jeszcze trochę się rozpłynie na boki i powstanie w efekcie płaski "placek" (tak jak mnie wyszedł płaski, ale w sumie dobrze się przepiekł i nie był najgorszy)
Smacznego!


 Uwielbiam piętki z chleba :) Zawsze piętka jest moja!


sobota, 20 lipca 2013

Jarmuż w roli głównej, dżem truskawkowy w epizodzie, czarna porzeczka, buły jagodowe i ogród

Witam wszystkich!
Dzisiaj post zaległościowy, ponieważ ostatnio nie miałam czasu zasiąść przed monitorem i czegokolwiek napisać. No i teraz mam: duuuuużo do nadrobienia ;) Przyczyniły się do tego czarne porzeczki i haftowanie xxx. Zostałyśmy z mamą obdarowane kilogramami czarnej porzeczki i tak przez dwa dni robiłyśmy soki w sokowniku, a wczoraj narobiłam masę dżemów z tych owoców. I w efekcie, już nie mogę patrzeć na czarną porzeczkę! Poza tym późnymi wieczorami do godzin nocnych wyszywałam małe wzorki krzyżykowe bo wtedy oganiała mnie wena twórcza no i miałam wówczas chwilę na to, aby dosiąść do kanwy.

Z pierwszych zaległości przedstawiam wam zupę z jarmużu i pancakesy otrębowe w kształcie motylka i gwiazdki. Dodatkiem do nich był tegoroczny dżem truskawkowy mojej produkcji. Zupę z jarmużu gotowałam na zbiorach z własnego ogrodu, z tego oto stopniowanego zielnika:




 W zielniku znajdują się m.in.: bazylia, lubczyk, estragon, cząber, dwa gatunki mięty, melisa, szczypiorek, pietruszka, seler, por, pomidorki koktajlowe, rozmaryn, tymianek. Chyba o niczym nie zapomniałam :)
Wspomniane pancakesy zrobiłam zaraz po zakupieniu foremek silikonowych z biedronce, które świetnie zdają egzamin. Przed zakupem wahałam się, czy aby na pewno upieczone ciasto będzie chciało łatwo wyjść i czy nie będzie rozpływać się po bokach. Ale na szczęście wszystko grało jak należy :)
Zupka wyszła pyszna, wszystkim smakowała :)



 Dzisiaj w sobotę z okazji dnia wolnego moja kochana mamusia zrobiła nam bułeczki drożdżowe z jagodami. Pisząc tego posta wcinam jedna z nich (to już czwarta!!, ale na szczęście mam dziś w planach jeszcze zajęcia ruchowe, więc mam nadzieję że mi nie zaszkodzą :)), bo są tak pyszne. Marzyły mi się takie domowe bułeczki.        Dziękuję Ci, mamo!!


A na dokładkę jeszcze trochę zdjęć naszego przydomowego ogrodu i kwitnących, już bądź jeszcze, roślin i kwiatów.
Pierwsze kwitnące Gradiole:



 Lilie:


 Kwitnące od dłuższego czasu Dalie:

Maciejka:

Funkie: 

I pierwsze kwiaty Milinu:



Życzę Wam kochani udanego weekendu!! :)

czwartek, 6 czerwca 2013

Intensywna produkcja różności

Dzisiaj dużo zdjęć, zarówno prac manualnych, jak i kulinarnych. Zaczynamy od dzisiejszego śniadania, na które przygotowałam sobie owsiankę z ziarnami amarantusa, pod pierzynką z bitej śmietanki (nie tej ze sprayu, ale własnoręcznie ubijanej; uważam że taka jest najlepsza), mrożonych malin i soku malinowego, który uchował się jeszcze w spiżarce z zeszłego roku. Dwa słoiczki soku odnalezione zupełnie przypadkiem wśród innych zapasów :) Miła to niespodzianka. Niestety zdjęcie z telefonu niezbyt udane.


 Następnie zapraszam Was na tartę rabarbarową z rodzynkami w rumie, pod pierzynką bezową:
Tak prezentuje się całość (powyżej), a poniżej pokrojone już kawałki:



Tarta jest wczorajszym deserem robionym zupełnie spontanicznie. Nawet kilka osób, które do nas po południu wpadły, załapało się akurat na nią. Podobno smakowała, pisze podobno, bo tak mnie podsumowali. Ale mnie również smakowała, a lubię trochę powybrzydzać ;P (ale tylko tak czasami, haha)

Kolejny mój ostatni wytwór to aniołek z masy solnej, z elementami decoupage (różyczki na sukieneczce), a właściwie został przeze mnie teraz pomalowany, bo ulepiony czekał na zapełnienie barwami.



Aniołek jest częścią "Anielskiej ściany", którą stworzyła moja mama, tzn. powywieszała większość aniołów robionych przeze mnie lub "kiedyśtam" kupionych. Było ich o wiele więcej, ale rozdałam je jako prezenty bądź sprzedałam. Oto "Anielska ściana":
Część aniołów jest z masy solnej, są i drewniane, a także niektóre wstążkowe.
Oprócz aniołka jeszcze taki mały gadżet do kuchni:


Winogrono a masy solnej. Długo szukałam mu miejsca i w końcu padło na ceramiczna puszkę na bakalie. Myślę, że winogrono stanowi ciekawa ozdobę, zwłaszcza, jeśli do puszki wsypie się rodzynki.

Pisałam, że dziś dużo zdjęć, więc wrzucam jeszcze przy okazji fotkę bukietu fioletowych dzwonków.
 I zbliżenie:

Obrazek wisi na boazerii, tam gdzie aniołki, więc zdjęcie zrobione tak przy okazji, choć już od jakiegoś czasu planuję powrzucać na bloga zdjęcia moich wyszywanek, bo sporo już się tego nazbierało przez niemal 20 lat. 
O jejku, to już tyle czasu?? 
No fakt, taka prawda, w końcu zaczynałam jako 6-latka :D

sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka

Zawsze obchodzę Dzień Dziecka bo jest okazja do świętowania ;P A taki dzień musi być słodki. U mnie też było na słodko i wszyscy w domu odchodziliśmy święto dzieci. Na deser przyrządziłam dziś mus czekoladowy. A przepis znalazłam u Ewy Wachowicz tutaj. U mnie wyszło tak:


Mus rozlałam na 6 porcji i są takie w sam raz na jeden raz ;P
Gwarantuję, że deserek jest lekki, pyszny i taaaaaki puszysty! Aż rozpływa się w ustach!
Bawcie się dobrze kochani w ten dzień!

sobota, 20 kwietnia 2013

Prezent urodzinowy

Kto zgadnie co przedstawia fotografia?


 Dziś są urodziny mojej mamy. Z tej okazji postanowiłam, jako dodatek do prezentu (trochę kosmetyków), upiec jej ciasto. Wybór padł na ciasto kakaowe z masą krówkową. Ciasto na pół pieczone, na pół na zimno.

Czyż nie wygląda smakowicie? Gwarantuję Wam, że jest pycha! Domownikom smakowało, to najważniejsze. Tak więc prezenty urodzinowe udane, mama się cieszy, ja się cieszę, tata się cieszy, że posmakował dobrego ciasta :) A po takiej bombie energetycznej poprawia się humor, więc zabieram się za swoje studenckie obowiązki  i zmykam, dopóki są chęci. Później będziemy się martwić ilością pochłoniętych kalorii, hahaha :))


niedziela, 3 marca 2013

Sobotnie natchnienie kulinarne

Mimo iż sobota była wczoraj, znalazłam czas na szybki i łatwy obiad. A mianowicie zrobiłam naleśniki z farszem szpinakowym. Przepis jest banalnie prosty: smażymy naleśniki (każdy wg, własnego przepisu): ja zawsze robię je na suchej patelni, a jedynie do ciasta dolewam łyżkę dobrej oliwy (lub oleju). Farsz szpinakowy zrobiłam tak: obrałam trzy ząbki czosnku, podsmażyłam je na patelni, dorzuciłam paczkę mrożonego szpianku, dusiłam aż do wyparowania całej wody, doprawiłam solą, pieprzem i co kto woli. W tym czasie ugotowałam dwa jajka na twardo, obrałam i zmiażdżyłam widelcem, połączyłam dokładnie z ciepłym jeszcze szpinakiem. Farsz nałożyłam do każdego naleśnika (na kształt parówki, czyli podłużnie) i zwinęłam naleśniki. Efekt prezentuje się tak:


Na deser wymyśliłam ciasto cukiniowo - czekoladowe. Ostatnio kupiłam warzywa, w tym m.in. cukinię, a że nie miałam na nią pomysłu, pomyślałam, że będzie z niej idealny dodatek do ciasta. Zawsze ilekroć chciałam upiec to ciasto, nie miałam pod ręką najważniejszego, czyli właśnie cukini ;P. Przepis znalazłam już dawno temu gdzieś w internecie. Oto on:
          Składniki:
150 gram cukinii
50 g gorzkiej czekolady (60-70%)
100 g nerkowców (ja nie miałam, więc dałam migdały i też świetnie pasują)
75 g masła
50 mąki
200 g cukru brązowego (ja dałam niewiele ponad połowę tej porcji, a ciasto i tak wyszło bardzo słodkie)
3 kopiaste łyżeczki kakao (ja dałam więcej, bo uwielbiam wszystko co jest bardzo kakaowe :))
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki aromatu waniliowego ( ja nie dodaję sztucznych aromatów, więc dałam łyżkę rumu)
2 jajka



          Sposób wykonania:
1. Formę do pieczenia o wymiarach 27x18 cm wysmarować tłuszczem i obsypać mąką. Ja natomiast nigdy nie dodaję zbędnego tłuszczu do ciasta, więc zawsze wykładam formę papierem do pieczenia. Zawsze denerwował mnie ciągle przesuwający się i nierówno układający papier, więc wpadłam na pomysł, że  przypnę go spinaczami:

2. Cukinię zetrzeć na grubej tarce. Czekoladę, orzechy (migdały), posiekać. Masło roztopić i nieco ostudzić. 3. Mąkę, proszek do pieczenia i kakao przesiać, wymieszać razem z cukrem.
4. Białka oddzielić od żółtek. Do białek dodać szczyptę soli (będą się lepiej ubijały) i ubić na sztywno, a następnie dodawać po jednym żółtku w trakcie miksowania.
5. Nadal mieszając dodać aromat waniliowy (lub jak u mnie rum).
6. Dodać roztopiony tłuszcz i stopniowo dosypywać mąkę (ale nie miksować jej tylko wiertełkami powoli wmieszać tak, jakbyśmy chciały ją zatłoczyć pod masę jajeczną, wtedy zachowa puszystość).
7.Wmieszać cukinię, czekoladę i nerkowce (migdały).
8. Ciasto umieścić w formie, wyrównać i piec w 175 stopniach C około 30-35 minut (trzeba sprawdzać suchym patyczkiem czy nie jest mokre). Na koniec można posypać cukrem pudrem. Smacznego
Efekt prezentuje się następująco:
Ciasto jest mega czekoladowo-kakaowe, wyśmienite z niesłodzoną kawką z ekspresu. Jak dla mnie bomba, i do tego zdrowa :)